# talat darvinoğlu
































1) radiohead (medium ludzi bez głowy)
2) telefonistka Antonio Meucciego
3) klaustrofobia
4) pan hideki pijący mleko
5) prostota a materializm (pora obiadowa)
6) talat darvinoğlu
7) tasfir
8) rekonkwista
9) enjo kosai (kogal)

22# Marcus Gunnar Pettersson

Jest to jeden z tych momentów, kiedy każde dziecko dobywa z szafki ołówek, a później próbuje wyczerpać jego zawartość. Pierwej to walanie na oślep, próba temperamentu. Poszukiwanie złotego środka pomiędzy umiejętnościami a przypadkiem. Traktowanie o wszystkim. Traktowanie o niczym. Nawet dadaiści uczyli się od dzieci. A później mija dekada i dzieje się tak samo. Inspiracje? Natchnienie jest inspiracją. Choć to coś więcej niż zwykłe uczucie pływające wewnątrz bądź na zewnątrz.


Postęp wygonił człowieka z kniei. Ulokował go gdzieś pomiędzy rewolucją przemysłową a rewolucją naukowo-techniczną. Ziemia poddana konfuzji, nabrała szybszych obrotów, zaś samo pojęcie wolności stało się nieostre. Człowiek był z pozoru podobnym tworem do istoty żywej, do kręgowców. Zatem chodziły twory w tamtą stronę, inne w przeciwną, zachowując pozycję wertykalną. Przejawiały potrzeby Abrahama Maslowa i dawały świadectwo swojej niedoskonałości. Bo gdy słyszysz świst, podnosisz głowę i widzisz wysoką sosnę, którą ścięto wpośród odległych wzgórz. Pierwsze próby nuklearne, parki zoologiczne, czy nawet kłusownictwo (dostrzegamy w grafice z furgonetką na zboczu góry). U Marcusa jest inaczej. Tu panują zupełnie inne zasady gry. Nastąpiła wymiana, pewna translokacja. Gunnar Pettersson stworzył opowieść o istotach uwikłanych w wątły las, gdzie nikt nie ucieka, wszyscy koegzystują. Narzucił odgórne prawa, bo albo drzewo i śmierć, albo natura i ludzie. Traktat. Przemyt dusz wegetatywnych w ludzką cnotę i wzajemnie. Człowiek pnie się po tym samym drzewie, z którego niegdyś spadł, a teraz próbuje konwersować ze swoimi przodkami. Anioły, które zabierają ze sobą ludzi z miast i gigantyczne stwory, które wchodzą w bezpośrednią sprzeczkę z urbanistyką. Imię natury, o jakim zwykł pisać Ralph Waldo Emerson, że to język Boga. Natura ośmieliła się podjąć walkę z człowiekiem, bo ten ją zdradził. Wyszła z cienia i zaczęła niszczyć (naprawiać), co zostało wybudowane na jej fundamencie. Chce doprowadzić do dawnego stanu rzeczy. Scenerie z wielkim potopem, czy drzewami, które budują domy na ludziach. Dzieją się tu rzeczy na ogół fantastyczne.

Większość prac posiada bardzo wątły czy oszczędny drugi plan. Nie zaprząta on rozważań odbiorcy ilustracji, a skupia uwagę li tylko na bohaterach i odbywającej się sytuacji. Widoczna jest również oszczędność barw. Surowość formy zdawałaby się atutem w rękawie Szweda. Taka beczka melasy albo winiaku, która jednym może zaszkodzić, innym wręcz przeciwnie.

Klamrą spinającą całość, zdawałoby się pojęcie „śmierci”. Czegoś, co jest elementem nieodzownym, i w mieście, i w naturze. Wszystko układa się tutaj wg porządku bergmanowskiego. U Marcusa otulona czarną szatą, wzbudzająca zaufanie. Pierwej oferuje swoją pomoc, a później udaremnia próbę złapania skaczącego człowieka. Ciekawym natomiast jest, że wespół z ludźmi opłakuje oddaną ofiarę. Postać Śmierci u Gunnara Petterssona mogłaby figurować jako pracownik fabryczny ze stałym angażem, którego dopadł kierat, a praca nie sprawia mu już tej rozrywki, co dawniej. Być może chce złożyć wymówienie, obserwując nastały porządek.


Marcus Gunnar Pettersson studiuje grafikę i ilustrację na Konstfack w Sztokholmie. Urodzony w 1987 roku w Sztokholmie i zamieszkały tamże. Posługuje się pseudonimem Macen. Autor może pochwalić się wystawami w krajach takich jak; Szwecja, Dania, Niemcy, Hiszpania. Więcej;

+ macen.deviantart.com
+ marcusgunnar.se

















eric lacombe (II)

Wplótł w nich setkę nici i ubrał pod krawat, i to głównie tych, z którymi sypiały jego neurony. Nie wiadomo, kto go do tego namówił. Traktował różnie, bo i płodził, i niszczył, i walał. Sformował ligę degeneratów, tych najprzystojniejszych. Tajemniczy malarz z Lyonu bezustannie prowadził walkę ze swoimi widziadłami, niczym heroiczny bohater z powieści Cervantesa. Serie ekstrawaganckich portretów, opowieści wysnutych gdzieś spod czaszki, czy inspiracji lawirujących pomiędzy ekspresjonizmem abstrakcyjnym, a surrealizmem, trącały wyzwaniem w odbiorcę. Lacombe przetrącił ociupinę swoją manierę, ale wciąż dla wielu stanowił myślowy ekskluzywizm. W szereg nowych płócien wkradły się element kolarzu, liczne pęknięcia, czy nawet żywiołowa czerwień. Co ciekawe, prace Francuza wciąż opierały się na nieco patriarchalnej strukturze, kiedy to większość obrazów budowana była na kanwie męskiej kondycji. Lacombe umiejętnie i świadomie okaleczył swoich bohaterów, po czym wystawił ich na próbę zasadom anatomii. Traktował z perwersją, budował kulturę towarzyską i dobre maniery. Przede wszystkim wchodził w relacje z odbiorcą. Wliczał się również w szeregi paryskiej gildii artystycznej HK-art-agency.

Trudno zaś zaufać przypadkowości bądź wypadkowi w sprawie przy takim warsztacie. Osobiście, setkę tworów Lacombe spowinowaciłbym z kreacją Lyncha, Johnem Merrickiem, zaś płeć pozostawiłbym w gestii pytania retorycznego. Pobieżnie, przedstawienie człowieka niedoskonałego dziełem doskonałym.

+ monstror.blogspot.com
+ hkartagency.fr























personalitas 21: Johnny Wedge

Niezależna sztuka, która sama w sobie obala bezduszne prawa rynku oraz sztampowy mainstream. Bo jeśli ktoś pyta o jej kondycje, to nisza artystyczna jednoznacznie obwieszcza o postawie godnej pochwały. Zgrabna, wygadana i przede wszystkim wrażliwa. To co budzi wzorcowe postawy, to właśnie owa niezależność. Każdy admirator, którego dusza nie okiełznała się względem popkultury, musi to zobaczyć!

Tak naprawdę nie wiadomo ile ma lat. Osobowość budząca intrygę i intymność. I nie tyle przez to, że otoczką jego prac jest grubiaństwo i ordynarność, ale przez sposób wpływania artysty w kulturę. Jonathan Wayshak artystycznie spełnia się od 1996 roku (rysuje, maluje, projektuje). Tworzone ilustracje, łamią wszelakie bariery logiki. Przepełnione są bólem i okaleczeniem. Surrealistyczne wytwory wyobraźni, występujące w formie zniekształconych postaci. Kości, skóra i wydłubane oczy, gdzieś strzykawki i genitalia. Bohaterowie owych prac, na pewno do pruderyjnych nie należą. Wedge przedstawia zatem społeczną patologię w skrajnym świetle. Na załączonych obrazkach, przewijają się zarówno afekty pozytywne, jak i negatywne. Bywa, iż występują wespół. Autor celowo zastosował - pewien - patologiczny mariaż oraz psychologiczny mezalians. Przedstawił podmioty z zaburzoną percepcją oraz hiperbulią.

W galerii Wayshak'a roi się również od komiksów. Jednostronicowe, parokadrowe historie z krótkimi dialogami, budowane na wzór comic strips. Tajemnicze osobowości oraz plugawe wydarzenia, a wszystko to, zachowane w dostojnym i majestatycznym stylu. Trudno się zatem dziwić, iż autorament prac Wedge'a nie zostaje publicznie pominięty. Całości dopełnia komiks zatytułowany "Moje życie, krótka historia", który pokrótce daje nam obraz habitusu prezentowanego artysty. Jest to egzemplifikacja "słów, twarzy, stopy i oczu" Wayshak'a. Wszystkie cztery obrazki z komiksu, znajdują się chronologicznie od dołu postu. Jeśli zaś chcecie przyjrzeć się dogłębniej twórczości amerykańskiego artysty z San Jose:

+ jonnywedge.deviantart.com
+ scrapbookmanifesto.com