Wplótł w nich setkę nici i ubrał pod krawat, i to głównie tych, z którymi sypiały jego neurony. Nie wiadomo, kto go do tego namówił. Traktował różnie, bo i płodził, i niszczył, i walał. Sformował ligę degeneratów, tych najprzystojniejszych. Tajemniczy malarz z Lyonu bezustannie prowadził walkę ze swoimi widziadłami, niczym heroiczny bohater z powieści Cervantesa. Serie ekstrawaganckich portretów, opowieści wysnutych gdzieś spod czaszki, czy inspiracji lawirujących pomiędzy ekspresjonizmem abstrakcyjnym, a surrealizmem, trącały wyzwaniem w odbiorcę. Lacombe przetrącił ociupinę swoją manierę, ale wciąż dla wielu stanowił myślowy ekskluzywizm. W szereg nowych płócien wkradły się element kolarzu, liczne pęknięcia, czy nawet żywiołowa czerwień. Co ciekawe, prace Francuza wciąż opierały się na nieco patriarchalnej strukturze, kiedy to większość obrazów budowana była na kanwie męskiej kondycji. Lacombe umiejętnie i świadomie okaleczył swoich bohaterów, po czym wystawił ich na próbę zasadom anatomii. Traktował z perwersją, budował kulturę towarzyską i dobre maniery. Przede wszystkim wchodził w relacje z odbiorcą. Wliczał się również w szeregi paryskiej gildii artystycznej HK-art-agency.Trudno zaś zaufać przypadkowości bądź wypadkowi w sprawie przy takim warsztacie. Osobiście, setkę tworów Lacombe spowinowaciłbym z kreacją Lyncha, Johnem Merrickiem, zaś płeć pozostawiłbym w gestii pytania retorycznego. Pobieżnie, przedstawienie człowieka niedoskonałego dziełem doskonałym.
+ monstror.blogspot.com
+ hkartagency.fr












3 komentarze:
trafia do mnie jak trzeba;>
dla mnie zastrzyk nowych myśli
Od lat jestem fanem twórczości Erica, zaraziłem się jeszcze w czasach kiedy były to prace głównie cyfrowe. Zdaje się, że kiedy zszedł z monitora na płótno te obrazki stały się jeszcze ciekawsze, choć jako zatwardziały digitalfaszysta pewnie nie powinienem tego przyznawać.
Gratuluję wyboru Łukasz.
Prześlij komentarz