Jest to jeden z tych momentów, kiedy każde dziecko dobywa z szafki ołówek, a później próbuje wyczerpać jego zawartość. Pierwej to walanie na oślep, próba temperamentu. Poszukiwanie złotego środka pomiędzy umiejętnościami a przypadkiem. Traktowanie o wszystkim. Traktowanie o niczym. Nawet dadaiści uczyli się od dzieci. A później mija dekada i dzieje się tak samo. Inspiracje? Natchnienie jest inspiracją. Choć to coś więcej niż zwykłe uczucie pływające wewnątrz bądź na zewnątrz.
Postęp wygonił człowieka z kniei. Ulokował go gdzieś pomiędzy rewolucją przemysłową a rewolucją naukowo-techniczną. Ziemia poddana konfuzji, nabrała szybszych obrotów, zaś samo pojęcie wolności stało się nieostre. Człowiek był z pozoru podobnym tworem do istoty żywej, do kręgowców. Zatem chodziły twory w tamtą stronę, inne w przeciwną, zachowując pozycję wertykalną. Przejawiały potrzeby Abrahama Maslowa i dawały świadectwo swojej niedoskonałości. Bo gdy słyszysz świst, podnosisz głowę i widzisz wysoką sosnę, którą ścięto wpośród odległych wzgórz. Pierwsze próby nuklearne, parki zoologiczne, czy nawet kłusownictwo (dostrzegamy w grafice z furgonetką na zboczu góry). U Marcusa jest inaczej. Tu panują zupełnie inne zasady gry. Nastąpiła wymiana, pewna translokacja. Gunnar Pettersson stworzył opowieść o istotach uwikłanych w wątły las, gdzie nikt nie ucieka, wszyscy koegzystują. Narzucił odgórne prawa, bo albo drzewo i śmierć, albo natura i ludzie. Traktat. Przemyt dusz wegetatywnych w ludzką cnotę i wzajemnie. Człowiek pnie się po tym samym drzewie, z którego niegdyś spadł, a teraz próbuje konwersować ze swoimi przodkami. Anioły, które zabierają ze sobą ludzi z miast i gigantyczne stwory, które wchodzą w bezpośrednią sprzeczkę z urbanistyką. Imię natury, o jakim zwykł pisać Ralph Waldo Emerson, że to język Boga. Natura ośmieliła się podjąć walkę z człowiekiem, bo ten ją zdradził. Wyszła z cienia i zaczęła niszczyć (naprawiać), co zostało wybudowane na jej fundamencie. Chce doprowadzić do dawnego stanu rzeczy. Scenerie z wielkim potopem, czy drzewami, które budują domy na ludziach. Dzieją się tu rzeczy na ogół fantastyczne.
Większość prac posiada bardzo wątły czy oszczędny drugi plan. Nie zaprząta on rozważań odbiorcy ilustracji, a skupia uwagę li tylko na bohaterach i odbywającej się sytuacji. Widoczna jest również oszczędność barw. Surowość formy zdawałaby się atutem w rękawie Szweda. Taka beczka melasy albo winiaku, która jednym może zaszkodzić, innym wręcz przeciwnie.
Klamrą spinającą całość, zdawałoby się pojęcie „śmierci”. Czegoś, co jest elementem nieodzownym, i w mieście, i w naturze. Wszystko układa się tutaj wg porządku bergmanowskiego. U Marcusa otulona czarną szatą, wzbudzająca zaufanie. Pierwej oferuje swoją pomoc, a później udaremnia próbę złapania skaczącego człowieka. Ciekawym natomiast jest, że wespół z ludźmi opłakuje oddaną ofiarę. Postać Śmierci u Gunnara Petterssona mogłaby figurować jako pracownik fabryczny ze stałym angażem, którego dopadł kierat, a praca nie sprawia mu już tej rozrywki, co dawniej. Być może chce złożyć wymówienie, obserwując nastały porządek.
Marcus Gunnar Pettersson studiuje grafikę i ilustrację na Konstfack w Sztokholmie. Urodzony w 1987 roku w Sztokholmie i zamieszkały tamże. Posługuje się pseudonimem Macen. Autor może pochwalić się wystawami w krajach takich jak; Szwecja, Dania, Niemcy, Hiszpania. Więcej;
+ macen.deviantart.com
+ marcusgunnar.se



























0 komentarze:
Prześlij komentarz